Kiedy spojrzę wstecz, widzę, że najważniejsze „rzeczy” w moim życiu przyszły wspomagane tą drogą. I pracą terapeutyczną nad sobą.
Najlepszym przykładem jest moja rodzina. Jako młodszy chłopak przez lata pakowałem się w nietrafione relacje z chłodnymi kobietami, choć marzyłem o ciepłej kobiecie i dzieciach. Co się zmieniło? Co zadziałało? Intuicyjnie zacząłem czuć ten przyszły stan. Stan bycia w relacji, spokoju, spełnienia, zanim on fizycznie nastąpił.
I wtedy pojawiła się moja żona. Dziś mamy dzieci, tworzymy dom, a teraz nawet wspólną markę. Zrobiłem to wtedy nieświadomie. Poczułem wymarzoną rzeczywistość sercem.
Teraz wróciłem do tej praktyki manifestacji w mojej codziennej rutynie, już w pełni świadomie. To mój osobisty gamechanger.
Co na to nauka?
Instytut HeartMath zmierzył to, co mistycy czuli od wieków. Twoje serce generuje pole elektromagnetyczne, które jest 5000 razy silniejsze niż pole Twojego mózgu.
Wizualizując umysłem, nadajesz sygnał do świata za pomocą słabej bateryjki, mając pod ręką elektrownię, której wtyczka jest wyciągnięta z gniazdka.
Tą bateryjką jest mózg. A elektrownią jest serce. To nie jest metafora poetycka, lecz twarda nauka.
Skąd jeszcze wiemy, że serce ma tak potężny dostęp do rzeczywistości, którego nie ma mózg?
Pokazuje to słynny eksperyment, w którym uczestnicy siedzieli przed ekranem podpięci do aparatury EKG. Komputer losowo wyświetlał im zdjęcia: raz były to kojące krajobrazy, innym razem drastyczne obrazy (np. atakujący wąż).
Wyniki były szokujące. Okazało się, że serce reagowało zmianą rytmu na około 4–5 sekund ZANIM komputer w ogóle wylosował i wyświetlił obrazek.
Serce jest urządzeniem działającym poza czasem i logiką (ma dostęp do pola informacji), dlatego jest skuteczniejsze niż mózg.
Skoro serce potrafi odebrać przyszłość, to jest też najlepszym narzędziem, by tę przyszłość tworzyć.
Dlaczego więc tak trudno użyć tego super-magnesu?
Bo nosimy zbroję.
W bioenergetyce (nie mylić z bioenergoterapią; bioenergetyka to nurt psychoterapeutyczny), w której pracuję na co dzień, klatka piersiowa to nie tylko osłona dla płuc. To magazyn wszystkich Twoich zranień. Każde odrzucenie, każdy zatrzymany płacz – to wszystko zapisało się w napięciu mięśni.
W efekcie budujemy wokół serca mur. Zaciskamy klatkę. Spłycamy oddech. Usztywniamy barki, żeby nie czuć bólu. Ale ten sam mur, który chroni przed bólem, blokuje też ten najsilniejszy nadajnik.
Co z tym robię?
Kiedy chcę coś zaprosić do swojego życia, kieruję uwagę w dół, do serca. Świadomie rozluźniam klatkę piersiową i myślę o czymś, za co czuję wdzięczność. Wtedy znika lęk i napięcie, a pojawia się głęboki spokój i pewność, że to, o czym marzę, już tu jest.
Gdy chcesz zacząć „używać” serca jako magnesu, warto najpierw rozpuścić napięcie, fizycznie uruchomić przepływ w klatce piersiowej i pozwolić sobie czuć. To czysta praca z ciałem.





