No posts found

Dlaczego najlepsi dyplomaci mają chore tarczyce, a grzeczne dziewczynki wieczne gule a gardle?

Znasz to uczucie? Siedzisz na kolacji u teściów, na zebraniu w szkole albo w biurze. Ktoś właśnie przekracza Twoją granicę. Ktoś mówi coś, co sprawia, że krew w Tobie buzuje. Czujesz ten nagły ścisk pod krtanią. Jakbyś połknął wielki, kanciasty kamień, którego nie da się ani wypluć, ani przełknąć.

Twoje ciało migdałowate odpaliło system „WALCZ”. Twoje gardło właśnie rozszerzyło się do granic możliwości, żebyś mógł nabrać powietrza i krzyknąć, zawyć, zaprotestować. Tak robi każde zdrowe zwierzę w naturze.

Ale Ty nie jesteś zwierzęciem. Ty jesteś grzecznx.

Twój wewnętrzny cenzor w ułamku sekundy wysyła rozkaz „Bądź cicho. Nie rób scen. Nie wypada”. I wtedy mieśnie Twojego gardła dostają dwa sprzeczne poleceni: „Otwórz się, by krzyczeć!” i „Zaciśnij się, by milczeć!”.

Wynik tej wojny domowej nazywasz „gulą w gardle”.

To napięcie izometryczne tak silne, że Twoje ciało dosłownie odcina Ci dopływ tlenu. Połykasz tę złość razem ze śliną. Połykasz niewypowiedziane słowa, ironiczne uwagi i swój własny sprzeciw. Robisz to od 20, 30, 40 lat.

Ale biologia nie zna pojęcia „uprzejmość”. Dla Twojego organizmu każda zduszona emocja to ładunek wybuchowy, który nie wypalił, ale wciąż jest uzbrojony. Twój pancerz gardłowy to archiwum wszystkich razy, kiedy chciałeś powiedzieć „NIE”, ale uśmiechnąłeś się i przytaknąłeś.

Możesz nazywać to opanowaniem ale to prosta droga do zniszczenia układu odpornościowego. Bo ciało, które nieustannie walczy ze sobą, żeby nie wydać dźwięku, to ciało w stanie oblężenia.

  • Twoja szczęka? Jest tak napięta, że nocą ścierasz zęby, próbując przegryźć stres, którego nie wyplułeś w dzień.
  • Twój głos? Stał się płaski i cichy, bo bezpieczniej jest nie brzmieć, niż zaryzykować, że ktoś usłyszy Twoją prawdę. Ciało uznało, że ekspresja, głośność i barwa to „luksus”, na który nie może sobie pozwolić, bo cała energia idzie na trzymanie gardła w uścisku.
  • Twoja klatka piersiowa? Jest jak z betonu, bo boisz się głębiej odetchnąć – głęboki oddech mógłby poruszyć tę gulę, której tak bardzo się boisz.

Najgorsze jest to, że wmówiono nam, iż milczenie to cnota.

Że „mowa jest srebrem, a milczenie złotem”. W terapii somatycznej widzimy to inaczej: milczenie, które jest przymusem, to powolne samobójstwo Twojej witalności. To pancerz, który sprawia, że choć fizycznie żyjesz Twoje prawdziwe „ja” – jest uwięzione w krtani.

Gardło to najwęższy i najważniejszy most w Twoim ciele. To tutaj spotyka się Twoja głowa (logika, zasady, „wypada”) z Twoim sercem (uczucia, instynkt, „chcę”). Kiedy ten most jest zablokowany przez gulę, stajesz się „chodzącą głową”. Odcinasz się od reszty siebie. Żyjesz w świecie analiz i planów, ale nie czujesz życia poniżej krtani. Puszczanie guli to nie tylko odzyskanie głosu – to ponowne połączenie się ze swoim sercem i brzuchem.

A co na to neurobiologia?

Kiedy Twoje gardło jest w ciągłym zacisku, w Twoim ciele uruchamia się Oś HPA (to takie Twoje biologiczne centrum dowodzenia stresem). To ono decyduje, na co Twój organizm wyśle dziś energię, a na czym będzie oszczędzał.

W stanie „oblężenia”, jakim jest dla ciała wieczna gula w gardle, centrum dowodzenia wysyła do krwi mnóstwo kortyzolu (hormonu stresu). I tu zaczyna się problem z tarczycą, o którym rzadko słyszy się u lekarza:

  1. Blokada energii (Hormonalny „zator”): Twoja tarczyca produkuje głównie „surowy” hormon (T4). Żebyś miał energię do życia, Twoje ciało musi przerobić go na hormon „aktywny” (T3). To tak, jakby tarczyca produkowała ropę, którą organizm musi dopiero przerobić na benzynę, żeby silnik ruszył. Co robi stres? Wysoki poziom kortyzolu działa jak blokada na rafinerii. Twoja tarczyca może produkować ropę, ale stres nie pozwala przerobić jej w benzynę. Mimo dobrych wyników TSH, Ty czujesz się wiecznie zmęczonx i wyłączonyx.
  2. Mechaniczne duszenie narządu: Tarczyca potrzebuje krwi i tlenu, żeby sprawnie pracować. Kiedy mięśnie Twojej szyi są wiecznie napięte (pancerz), działają jak zaciśnięta opaska uciskowa. Krew nie może swobodnie dopływać do tarczycy. Narząd, który jest latami „duszony” przez Twoje własne mięśnie, w końcu zaczyna chorować – pojawiają się guzki, stany zapalne czy Hashimoto.

Dlaczego o tym piszę?

Bo w moim gabinecie widzę to codziennie. Widzę ludzi, którzy mówią o strasznych rzeczach spokojnym, opanowanym głosem, podczas gdy ich gardła pulsują z wysiłku, by nie pęknąć.

W pracy somatycznej uczymy się wydobywać dźwięk, który nie ma nic wspólnego z logiką. Uczymy Twoje gardło, że może się otworzyć bez strachu przed karą. Że możesz krzyknąć, zawyć, zapłakać – i świat się nie zawali, nie będzie kary.

Wręcz przeciwnie. Dopiero gdy ta kula w gardle puści, poczujesz, ile energii marnowałeś na to, by trzymać ją w środku. Dopiero wtedy poczujesz, co to znaczy naprawdę oddychać.

Zachęcam Cię do zrobienia małego testu.

Spróbuj, czytając te słowa, po prostu westchnąć. Ale tak głośno, z dźwiękiem: „Aaaaaach…”. Czy Twoje gardło pozwoliło Ci na to? Czy dźwięk był czysty, czy może uwiązł w połowie drogi? Jeśli nawet zwykłe westchnienie sprawia Ci trudność, wyobraź sobie, jak wielki ciężar Twoje ciało niesie w milczeniu każdego dnia.

Chcesz czytać więcej takich treści?

Zapisz się na mój newsletter i nie przegap unikalnych treści, które tworzę specjalnie dla moich subskrybentów!

Przeczytaj także